środa, 9 października 2013

ROK DRUGI CZ. IV

No dobry wieczór. x3
Udało mi się co nieco dla was przemycić, ponieważ moja mama musiała pojechać na szkolenie z pracy i jako, że jestem sama w domu (wiem, że brat mi nie zaszkodzi, sam korzysta z chwilowej nieobecności mamy xd) udało mi się coś na szybko napisać. Ten rozdział może być troszkę krótszy od pozostałych, ale na nic innego nie miałam czasu, żeby poprawiać to, co w zeszycie ...
To teraz tak:
1) Lili Potter - nie wiem, skąd znasz "cholerne egzaminy". Nie martw się, nie tylko ty masz takie pomysły. Ja po gimnazjum chcę się dostać (już to widzę) do liceum na profil mat. - fiz., a sama idę na konkurs z polskiego i historii. Dlaczego? Nie wiem sama. Tak, jakoś wyszło ;P
2) Karolina Dębiak - widzisz, jaka ja biedna jestem ... I nie, nie będę się uczyć. To jest strajk ! ;D
3) Lacarnum Inflamare - powariowali, to za mało powiedziane ... U mnie w szkole dzień bez darcia jest dniem straconym. Na każdej lekcji mają o wszystko pretensje i to my jesteśmy, cytuję dosłownie "cholernymi gówniarzami i nieukami, którzy tylko marnują ich cenny czas". No i już nie musisz czekać, bo o to jestem i jako dzielny książę na białym rumaku (bardziej preferuje motory) uratuję cię od niechcianego smuteczku dodając to gówno pod spodem ;) Obiecuję, że do ciebie również zajrzę, bo odzyskałam telefon i nie zamierzam go oddawać. xd
4) i wreszcie alokin999 - mój rumak jest duży, też się jakoś zmieścisz xD
W ogóle dziewczyno, tak poza tematem. Ja cię podziwiam, że chciało ci się tak to wszystko od początku komentować to badziewie xd jak zauważyłaś (albo i nie) skomentowałam ci bloga. Niestety nie wszystkie posty, bo o drugiej w nocy to mi się strasznie chciało spać xd
Pozdrawiam również całą resztę, która czyta moje wypociny i zapraszam na ROK DRUGI CZ. IV ;)
Cave.
P.S. Założyłam dwa nowe blogi (jeden, jako CrazyGirl), ale je zacznę dopiero po skończeniu poprzednich. 
                 ______________________________________________________________


     Hermiona i jej przyjaciółki, oczywiście bez Pansy, wygrzewały się na słońcu. Dziś ma odbyć się sprawa Dziobka. Hagrid był strasznie przybity, jak jechał do Ministerstwa. Ale nie przejdźmy do rzeczy ważniejszych. Otóż Łapa i Lunatyk chcą złapać Glizdogona. Skoro już wiedzą, gdzie się ukrywa, to wystarczy go tylko jakoś zaciągnąć do Wrzeszczącej Chaty. Profesor Lupin mówił, że mają już jakiś pomysł, ale jak na złość Hermionie nie chciał się nim jeszcze podzielić. Powiedział tylko, że o dziewiętnastej mają przyjść z Pan pod Bijącą Wierzbę.
- Wiecie, po co mamy iść pod to próchno? – zapytała w końcu szatynka.
- Nie. – odpowiedziały równo jej przyjaciółki.
   Hermiona westchnęła żałośnie i już nic więcej nie mówiła. Muszą jeszcze tylko zdążyć na osiemnastą do Hagrida, żeby zobaczyć, co z Dziobkiem. Miona nie wiedziała na pewno, ale wydawało jej się, że od tej sprawy nienawidzi Malfoy ‘a jeszcze bardziej. Chociaż … Tak, jest tego pewna. Ten parszywy gad nie miał prawa tak postąpić. Hardodziób nie był niczemu winny.
   Miona nie siedział na Błoniach długo, ponieważ miała dość zrzędzącej o nauce Sophie, więc po około 20 minutach postanowiła wrócić do Dormitorium, żeby przeczytać coś tam … Pożegnała się z przyjaciółkami i ruszyła w stronę Pokoju Wspólnego. Szczęście, albo i nie, chciało aby na korytarzu spotkała czwórkę nie za bardzo lubianych Ślizgonów. Oczywistym było, że zaczną ją atakować. Ona jednak nie zwracała na nich uwagi. Pierwszym powodem było to, że nie miała ochoty na żadną potyczkę słowną, a drugim, że była za bardzo zamyślona, aby zrozumieć, co do niej mówią. Szła przed siebie, nie zwracając na nich najmniejszej uwagi, co bardzo ich zdenerwowało.
- Ej Szlamciu, coś ty taka dzisiaj zamyślona? – zakpił Zabini. Cały czas pamiętał, jak to wrobiła jego i Malfoy ‘a w sprzątanie szatni beznadziejnych Gryffonów i jeszcze nie zdążył się za to zemścić. Teraz jest sama, a ich czterech.
- Bleise, co ty mówisz? Przecież Szlamy nie myślą. – zawtórował mu Nott. Hermiona, jakby w cale ich nie słysząc po prostu szła przed siebie. Nie miała zamiaru marnować na nich swojego cennego czasu.
- Jak mówi do ciebie ktoś ważniejszy, to się go słucha. – wkurzony Higgs złapał niczego nie spodziewającą się dziewczynkę za ramię i zaciągnął ją w jakiś ciemny kąt.
- Na pewno zapamiętam. – odpyskowała hardo panna Granger i spróbowała wyminąć Ślizgona. Niestety ten był szybszy i nie dał jej odejść. – Puść mnie kretynie !
- No. No. Takie słowo w ustach takiej uczennicy? – zarechotał Terrence, a reszta mu zawtórowała. – Teraz tak na poważnie … - chciał skończyć, ale przerwał mu śmiech dziewczyny.
- Ty poważny? Nie rozśmieszaj mnie. – zakpiła z arystokraty, co doprowadziło go niemalże do szału. Hermiona wsadziła prawie niezauważalnie rękę do kieszeni i lekko zacisnęła ją na różdżce. Ten gest wychwycił tylko młody Malfoy.
- Słuchaj Szlamo. Już pare razy nam podpadłaś i  teraz mamy zamiar to wszystko wyrównać. - - syknął Zabini, któremu w cale nie podobało się to, jak gówniara się do nich odnosi. Bez szacunku, który należy im się za to … za to, że po prostu w ogóle się do niej odzywają.
- I tak wam się to nie uda, więc po co w ogóle próbować? – próbowała grać na zwłokę. Miała jeszcze nikłą nadzieję, że ktoś łaskawie wejdzie w ten pusty kąt i ją uratuje. Jednak ona minęła w chwili, kiedy nie odzywający się dotąd Malfoy wyciągnął z kieszeni różdżkę i wbił ją jej w gardło. Próbowała nie okazywać przerażenia, jednak czekoladowe oczy mówiły same za siebie.
- Co teraz już nie jesteś taka odważna Gryffoneczko? – jak widać Draco bawił się bardzo dobrze. Ta dziewucha miała czelność go oszpecić, więc on nie zamierza ograniczać się do jakiegoś krótkotrwałego, niegroźnego zaklęcia.
- Znęcasz się nad młodszymi Malfoy? Do prawdy, myślałam, że stać cię na więcej. – czwórka Ślizgonów, jak na zawołanie odwróciła głowy. Ujrzeli blondynkę, która celowała w nich różdżką. Hermiona, kiedy tylko usłyszała głos starszej siostry odetchnęła z ulgą.
- No nie. Tyle szlamu w jednym miejscu … - Nott skrzywił się teatralnie. Arystokraci wybuchli śmiechem, a Miona korzystając z ich chwilowego niekontrolowania sytuacji wyminęła chłopaków i podbiegła do Sophie. Teraz już we dwie mierzyły w nich różdżkami.
- Nic ci nie zrobili? – zapytała starsza Grangerówna.
- Nie zdążyli. – odpowiedziała Hermiona. Soph objęła ją jedną ręką w pasie i przycisnęła do siebie. – Jeszcze raz coś takiego, a dyrektor się o tym dowie i wylecicie. – ostrzegła blondynka, co wzmogło rozbawienie jej rówieśników.
- Petrificus Totalus ! – krzyknęły równocześnie siostry Granger, oddając tym samym dwa celne strzały w kierunku Zabini ‘ego i Nott ‘a. Czynność tę powtórzyły jeszcze raz. Przed nimi leżały cztery spetryfikowane ciała.
- Obliviate.
- A to ostatnie to po co? – zdziwiła się Herm.
- Żeby nie pamiętali, kto ich tak urządził. – mruknęła Sophie. – Chodź, idziemy stąd, zanim ktoś nas zobaczy.
      Pansy, Hermiona, Ginny i Luna stały już pod Bijącą Wierzbą. Wszystkie ubrane były w spodnie dżinsowe i bluzy. Każda miała również ze sobą różdżkę. Mijało już pół godziny, odkąd miały się tutaj spotkać z profesorem Lupinem i Blackiem. Miona już po woli zaczynała się denerwować. Nie dość, że ta dwójka tu nie przychodziła, to jeszcze nie wiedziały, co dzieje się u Hagrida.
- Jeszcze chwil i ja się zmywam. Nie mam zamiaru tutaj bezczynnie siedzieć, kiedy Sophie, Harry i Ron najprawdopodobniej ratują Dziobka. – mruknęła niepocieszona Herm. Naprawdę chciała, żeby w końcu zaczęło się coś dziać.
- Nie martw się, na pewno coś się stało, skoro ich tu jeszcze nie ma. – sytuację próbowała złagodzić Gin. Miona nic nie odpowiedziała, tylko usiadła na trawie, opierając się plecami o kamień. – A tak swoją drogą, to dlaczego weszłaś do Pokoju Wspólnego po mnie? Przecież poszłaś sporo wcześniej ode mnie. – wypaliła ni z tego, ni z owego Ginevra.
- Spotkałam Malfoy ‘a, Zabini ‘ego, Nott ‘a i Higgs ‘a. Uratowała mnie Sophie. Może ich już znaleźli. – opowiedziała krótko, zwięźle i na temat. Zaniepokojona ciszą podniosła wzrok z różdżki, którą aktualnie się bawiła i … wybuchła niepohamowanym śmiechem. Nie mogła się powstrzymać, kiedy zobaczyła miny przyjaciółek. Wyglądały przekomicznie próbując przeanalizować to, co przed chwilą usłyszały z ust Miony.
- Co ją tak bawi? – zapytał Remus, który ni z tego ni z owego pojawił się obok dziewcząt. Hermiona natychmiast uspokoiła się i stanęła wyprostowana.
- Nie, nic. – powiedziała wymijająco. Nie chciała niczego tłumaczyć mężczyźnie (bądź, co bądź, to dalej nauczyciel). – Dlaczego tak długo panowie się spóźnili? – zapytała automatycznie dla zmiany tematu. Profesor pokręcił rozbawiony głowa. Wiedział, że ta uczennica musiała coś zmalować. Nie drążył jednak tematu, ponieważ i tak miała już sporo czasu, na wymyślenie jakiejś sensownej wymówki, co w jej przypadku trwa naprawdę krótko.
- Musieliśmy się upewnić, czy Petigrew dalej jest na terenie Hogwart ‘u. – odpowiedział Syriusz. – Teraz tylko musimy wymyśleć, jak wyciągnąć go z chatki gajowego. – zakończył widząc wyczekujące miny dziewcząt.
- A co ma z tym wszystkim wspólnego Hagrid? – zapytała zdziwiona Luna.
- Parszywek przebywa aktualnie u niego. Nie wiemy, jak go stamtąd wywabić. – wyjaśnił nauczyciel.
- Chyba nie będzie z tym problemu. – mruknęła Pansy obserwując trójkę Gryffonów wybiegającą zza chatki gajowego. Na rękach rudowłosego dało się dostrzec szczura.
- Wejdźcie do Wrzeszczącej Chaty, a ja go tam przyniosę. – rozkazał Syriusz, po czym zmienił się w swojego Animaga i pobiegł w stronę zamku, za przyjaciółmi.
- Chodźcie dziewczęta. Jak go znam, to nie będziemy musieli długo czekać. – zaśmiał się Lupin.
     Nie pomylił się. Po około pięciu minutach dało się usłyszeć krzyk Rona. W następnym momencie do pomieszczenia wszedł pies, ciągnąc za sobą ciało przerażonego chłopaka. Remus nakazał przyjaciółkom gestem ręki, aby się nie ujawniały. Ginny co prawda była przerażona i bała się o brata, jednak musiała trzymać się planu, ponieważ trzeba było złapać zdrajcę. Nie czekały długo, a we Wrzeszczącej Chacie pojawili się Harry i Sophie. Od razu znaleźli się przy zakrwawionym Ronaldzie.
- Nic ci nie jest Ron?! – zawołał Potter, kiedy tylko zobaczył, w jakim stanie znajduje się jego przyjaciel.
- Harry, Hermiona ! Uciekajcie, to pułapka ! On tutaj jest ! – rudzielec wpadł w atak paniki.
- Kto ?! – krzyknęła blondynka. Black wyłonił się z cienia i w pełnej okazałości pokazał się trójce przyjaciół. Do chłopca z blizną na czole od razu dotarło, kim jest mężczyzna. Wycelował w niego różdżkę.
- To przez ciebie moi rodzice nie żyją ! To ty ich zdradziłeś ! – krzyknął na całe gardło, a w jego czach stanęły łzy. Widać było, że pała zemstą.
- Byli moimi przyjaciółmi! Nie mógłbym im tego zrobić ! – bronił się mężczyzna. Dziewczynki chciały już wyjść z ukrycia, ale pierwszy zrobił to nauczyciel i w ostatnim momencie zaklęciem wytrącił z ręki rozwścieczonego chłopaka różdżkę, z której miało wylecieć zaklęcie petryfikujące.
- Profesorze, co pan robi?! Przecież to uciekinier z Azkabanu! – wykrzyczała Sophie. – To morderca!
- Nie prawda! – Hermiona uznała, że to odpowiedni moment, aby uświadomić trójkę przyjaciół o swojej obecności.
- Miona, co ty i twoje przyjaciółki tu robicie?! – zdziwiła się blondynka. Wiedziała, już po pierwszym roku nauki swojej siostry w Hogwarcie, że będzie ona pakować się w nie jedne kłopoty, ale nie pomyślała, że aż takie, jak ona. A przecież obiecała rodzicom, że będzie ją chronić!
     Takie same odczucia miał Ron. Gdy tylko ujrzał Gin wyłaniającą się z mroku załamał się. Kiedy na peronie przed jego drugim, a Ginny pierwszym rokiem nauki obiecał rodzicom, że będzie dbał o młodszą siostrę. Na początku wcale nie wywiązywał się z tego. Jednak, w momencie zobaczenia rudowłosej dziewczynki bezwładnie leżącej w białej, szpitalnej pościeli coś w nim pękło. Wtedy postanowił, że nie da zrobić siostrze już żadnej krzywdy. Jak widać zawiódł, ponieważ ona, zresztą tak samo, jak on, sama pakowała się w kłopoty.
      Harry z kolei poczuł wściekłość. Nie dość, że nauczyciel, któremu zaufał, to jeszcze rodzeństwo jego najlepszych przyjaciół staje mu na drodze do zemsty za zdradę swoich rodziców. Musi sobie z tymi dzieciakami dobrze pogadać. Przecież zadanie uratowania świata przypadło jemu, Ron ‘owi i Soph.
- Posłuchajcie nas chociaż raz ! On nie zdradził twoich rodziców Harry ! – krzyknęła Pansy.
- Zamknij się podstępna Ślizgonko ! Nie masz prawa w ogóle wspominać o moich rodzicach! – łzy stanęły w oczach czarnowłosej. Ona tylko chciała pomóc.
- Nie waż się tak do niej mówić. – wysyczała wściekła Ginny. Nikt nie miał prawa obrażać jej przyjaciółki.
- No to skoro jesteście takie pewne siebie, to powiedzcie mi, kto w takim razie zdradził moich rodziców. – wybraniec był już na granicy wytrzymałości.
- Peter Petigrew. – Syriusz stwierdził, że natychmiast musi przerwać tę wymianę zdań, ponieważ jego sprawa została zepchnięta na drugi plan, a ona nie lubił być spychany na drugi plan. Nie, żeby coś, ale strasznie mu się wtedy nudziło.
- Przecież on nie żyje! – Potter czuł się, jakby ktoś stroił sobie z niego żarty.
- Też tak myślałem, ale to nie prawda. – profesor Lupin stwierdził, że jest jedną osobą w pomieszczeniu która zdoła przemówić tego chłopakowi do rozumu.
- Glizdogon jest tutaj. W tym pomieszczeniu. Wśród nas. – Łapa stwierdził, że należy wnieść w tę sytuację chociaż odrobinę szaleństwa, ponieważ zaczyna się ona robić monotonna i … nudna. – To on. – powiedział wskazując palcem na Rudzielca.
- Nie słuchajcie go! To nie prawda! – Ron zaczął rzucać się na wszystkie strony.
- Ajch … Nie ty! Twój szczur!
- Parszywek jest w mojej rodzinie …
- Jedenaście lat. – zakończyła Ginny.
- Tyle lat temu zabito Peter ‘a. – dodała Luna.
- I twój szczur nie ma małego palca. – Pansy mimo wszystko postanowiła się wtrącić.
- Nie uważasz, że to dziwne pamiętając o tym, że tylko ta cześć ciała po nim została? – zakończyła Hermiona. Chłopak z blizną na czole zaczął się mocno nad czymś zastanawiać. A co, jeśli one mają rację? Nie dane było mu jednak długo nad tym rozmyślać, ponieważ do Wrzeszczącej Chaty wpadł rozwścieczony Snape. Różdżkę miał wyciągniętą przed siebie, a twarz, zawsze opanowana, tym razem wyrażała czystą chęć mordu.
- Co wy, uczniowie tu robicie? – warknął. – O tej porze przebywanie poza murami zamku, ba! Poza pokojem wspólnym jest surowo zabronione.
- Oj! Sev, nie przesadzaj. Przecież oni nic złego nie robią. – mistrz eliksirów dobrze wiedział, skąd zna ten głos. Odwrócił się i wiedział już, że ma rację.
- Black.
- We własnej osobie Wycierusku. – zaświergotał.
- Ja ci dam Wycierusku. – już miał rzucić czymś paskudnym w Łapę, ale w ostatniej chwili różdżka wyleciała mu z ręki, a on sam znalazł się na jakimś starym łóżku. Wszyscy popatrzeli zdziwieni na Hermionę i Pansy. Te patrzyły na siebie zdziwione.
- Wow. – powiedziały równo odrywając od siebie wzrok.
- Chodźcie stąd, w jakieś przyjemniejsze miejsce, no i Rudego trzeba odstawić do pani Pomfrey. – zaproponował profesor Lupin.
   Kiedy wszyscy stanęli już przed Bijącą Wierzbą stało się coś, czego nikt by się nie spodziewał. Nauczyciel OPCM –u upadł na kolana i zaczął żałośnie krzyczeć. Łapa podbiegł do niego i gdy pojrzał w powiększone oczy wiedział dobrze, co właśnie się dzieje.
- Luniak, powiedz że zażyłeś eliksiry. – powiedział klękając przy nim i łapiąc go za ramiona.
- Co się stało? – zapytała Sophie. Miona z przerażeniem popatrzyła na księżyc.
- Pełnia. – wyszeptała i w tym momencie dało się słyszeć wycie wilkołaka.
- Lunio, ty nie jesteś taki! Pokaż, jaki naprawdę jesteś! Walcz z tym! – jęczał żałośnie zbieg z Azkabanu. Nic to jednak nie dawało. Lupin, pod postacią bestii odepchnął przyjaciela jednym zamachnięciem i zaczął zbliżać się do uczniów.
     Syriusz nie wiedział, o ma zrobić. Wiedział, że jego przyjaciel wcale taki nie jest. Dopiero co go odzyskał i nie chciał ponownie stracić w momencie, kiedy zamknął go za zabójstwo. Zmienił się w swojego animaga – psa – i ugryzł Wilkołaka w nogę. Aktualnie nic innego nie przychodziło mu do głowy, żeby odciągnąć nauczyciela od tego, co chciał właśnie zrobić. Okazało się jednak, że sposób podziałał, ponieważ dało się usłyszeć skomlenie psa, którego z ogromną siłą odrzuciło. Bestia była wściekła.
- Harry nie! – krzyknęła Ginny, kiedy Wybraniec rzucił się w pogoń za psem i wilkołakiem. Hermiona nie wiele myśląc zrobiła to samo. Nie może przecież zostawić tego kretyna samego.
- MIONA !!! – ostatnim, co usłyszała był krzyk Sophie, której wyrwała się w ostatnim momencie. Zacisnęła różdżkę z całej siły w dłoni i podniosła ją do góry, tak żeby móc od razu się bronić.
    Wbiegła do Zakazanego Lasu. Była pewna, że Wybraniec wraz z animagami tędy poszedł. Dlaczego? Z prostej przyczyny. Wszystko zawsze musiało dziać się, w mniejszym lub większym stopniu, w tym miejscu. Nie wiedziała, dlaczego tak jest, ale kiedy tylko usłyszała trzask łamanych gałęzi przestraszyła się nie na żarty. Odwróciła się i wtedy zobaczyła, że około dwa metry od niej stoi profesor Lupin. Oczywiście dalej był wilkołakiem. Jednak on jej nie widział. Stał nad .. Harry ‘m i chciał wbić w niego pazury. Nie mogła tak stać, musiała coś zrobić. Przecież właśnie po to tutaj przybiegła. I wtedy wpadła na pomysł, jak odwrócić uwagę Lunatyka. Wymierzyła swoją różdżkę w kierunku dużej skały.
- Confringo. – kamień roztrzaskał się na małe kawałeczki. Bestia popatrzyła przerażona w kierunku Hermiony, jednak gdy uświadomiła sobie, co się stało wyraz jej twarzy diametralnie się zmienił. Była wściekła. – Poszukaj Syriusza! – krzyknęła i rzuciła się biegiem, ponieważ teraz to ona była zagrożona.
    Biegła przed siebie nie zwracając uwagi na krzaki, które drapały ją po twarzy i rękach. Nie mogła się zatrzymać, bo będzie z nią naprawdę źle. Jednak po woli zaczynało jej brakować sił, a jak na złość w pobliżu nie było żadnych drzew z gałęziami, na których mogłaby się podciągnąć i na nie wejść. W pewnym momencie nie zauważyła wystającego korzenia. Zahaczyła o niego noga i wywróciła się na mokre liście. Zaklęła szpetnie pod nosem. Właśnie załatwiła ulubione spodnie. Podniosła się i chciała biec dalej, ale poczuła, jak coś ostrego rozcina jej plecy. Pod wpływem niewyobrażalnego bólu ponownie upadła na ziemię. Różdżka wypadła z jej drobnej dłoni i poleciała pół metra do przodu. W momencie, kiedy dotknęła swym drobnym ciałem podłoża, niebo przecięła pierwsza błyskawica. Poczuła, jak zimne krople deszczu spadają na jej poharatane plecy i stwarzają niemiłosierne cierpienie. Cała skóra w miejscu cięć piecze, jakby zaraz miała się zapalić.
    Miona jednak się nie poddawała. Podniosła się na kolana, dalej opierając rekami o ziemię i usiłowała wstać. Nadaremnie, ponieważ po raz kolejny Lupin postanowił ją skatować. Tym razem pazury zahaczyły również o brzuch dziewczynki. Dotknęła miejsca nacięć. Poczuła ciepłą, gęstą maź, która wypływała z niej z dużą prędkością. Krew. To koniec. Nie wyjdzie już z Zakazanego Lasu. Wykrwawi się tutaj, a jej ciało rozszarpią potwory. Po policzkach zaczęły płynąć jej łzy. To wszystko nie tak miało się skończyć.
    Szykowała się już na kolejny, prawdopodobnie ostatni cios, kiedy usłyszała trzask. Nie była w stanie się tym teraz przejmować. Czekała na śmierć. Jednak tym razem znów jej się udało. Wilkołak przyciągnięty odgłosem pobiegł do jego źródła. Nie wiedziała, co się tak naprawdę dzieje. Straciła już zbyt dużo krwi, żeby myśleć logicznie. Jedynie w ostatnim przypływie skrytego w niej instynktu doczołgała się do swojego magicznego atrybutu i chwyciła go z powrotem.
     Nie wiedziała już kompletnie, co robi. Jej twarz była blada, zaczerwieniona od łez i ze śladami krwi. Na plecach i brzuchu miała potarganą bluzkę całą w czerwonej mazi. Zauważyła jakieś jasne światło i ostatkami sił zaczęła czołgać się w tamtym kierunku. Podświadomie liczyła na to, że ktoś tam jest i przynajmniej zabierze jej ciało do Hogwartu. Mimo wszystko nie chciała skończyć w ten sposób, zapomniana …
    W pewnym momencie drzewa zaczęły się przerzedzać, a z przodu co chwilę migało jasne, błękitne światło. Doczołgała się do momentu, w którym była polana, a na jej środku jezioro. Przy wodzie zobaczyła Harry ‘ego walczącego z … Dementorami. Nie obchodziło jej to jednak. Nie miała już po prostu siły się tym martwić.
    Gdy dotarła już do chłopaka zobaczyła, że jest z nim również Syriusz. Umierali. Tak, jak ona. Widziała, że wybraniec próbuje walczyć z potworami, ale słabnie. Tak, jak ona. Chciał coś zrobić, ale tracił zmysły. Tak, jak ona. Już nic nie był w stanie zrobić. Tak, jak ona.
- Harry. – wyszeptała dławiąc się własną krwią. Wybraniec ledwo ją słysząc odwrócił się. Kiedy ją obaczył przeraził się. Ta mała uratowała mu życie, żeby mógł pomóc Syriuszowi, a teraz sama cierpi. A on nic nie może zrobić, bo nawet Patronus odmówił współpracy! Zagapił się, a maszkary latające nad ich głowami to wykorzystały. Po chwili tracili swoje najszczęśliwsze wspomnienia, a razem z radością życia uciekały ich dusze, które zaczęły po woli, boleśnie wydostawać się z ich obumierających, jak stara skorupa ciał… Miona ostatnim przebłyskiem świadomości zacisnęła palce na różdżce, na tyle, na ile pozwalały jej resztki sił i skierowała ją do góry. – Perriculum. – wyszeptała.

     Z patyka wystrzeliły skrzące się fajerwerki, a dziewczynka wycieńczona bólem, tracąc zmysły zemdlała. Nikt nie wiedział, czy jeszcze kiedykolwiek będzie można zobaczyć, jak jej czekoladowe tęczówki śmieją się i nawet, kiedy kłóci się ze Ślizgonami, zatańczą w nic wesołe ogniki. Czy jeszcze kiedykolwiek będzie można usłyszeć jej perlisty śmiech, poczuć dotyk delikatnej skóry na swojej. I najważniejsze, czy będzie można zobaczyć, jak ta mała istotka cieszy się każdą chwilą, którą dał jej los. Przecież umierała … (co moment nie taki? xd)
MNIE TU NIE BYŁO !!!

poniedziałek, 2 września 2013

ROK DRUGI CZ. III



   Witam wszystkich ponownie. Wróciłam z nową częścią mojego opowiadania. :)
Jak tam po pierwszym września, bo ja jestem załamana. :/
We wtorek mam dziewięć lekcji i siedzę od ósmej do szesnastej w szkole. Ja rozumiem, trzecia gimnazjum, całe te testy, ale ludzie !! Ja też mam jakieś tam swoje życie prywatne, ale nawet pomijając to, to ja nie dam rady zapierdalać (przepraszam za wyrażenie) 24/24, żeby się do szkoły uczyć !! 
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że na pewno przybędzie mi jeszcze lekcji, bo będę musiała chodzić na obowiązkowe zajęcia dodatkowe, co wyklucza się samo przez siebie...
Ale już nie narzekając, życzę wszystkim miłej lektury i dobrej nocy oraz zniesienia fanaberii nauczycieli,
Cave :)
________________________________


     Dziewczęta chodziły po zaśnieżonym miasteczku. Były rozanielone widząc wszędzie dekoracje świąteczne. Płatki śniegu, szopki, gwiazdy bożonarodzeniowe, kolędnicy, ludzie załadowani torbami … To wszystko było takie niesamowite. Tak, gorączka Świąt Bożego narodzenia na pewno udzieliła się również Hermionie i Pansy. Były one tym wszystkim tak podekscytowane, że kupiły prezenty dla swoich przyjaciółek. Ślizgonka postanowiła wysłać również coś Draconowi, tak dla „zachowania pozorów”. Pewnie dołączy do pakunku jakąś obrzydliwie słodką, naszprycowaną malinowymi perfumami karteczkę z życzeniami.
    Kiedy dotarły do zamku była godzina za dziesięć czternasta, czyli tak, jak prosiła profesor McGonagall. Postanowiły, że spotkają się po obiedzie, więc każda poszła w swoją stronę. Hermiona, zaraz po wejściu do Dormitorium zdjęła kurtkę, którą położyła na fotelu w Pokoju Wspólnym blisko kominka, żeby szybko wyschła. Powędrowała ze swoimi pakunkami do Dormitorium. Torebki położyła przy jej biurku, a sama wzięła czyste ubrania, jakimi były czarne getry, biała koszulka z krótkim rękawem i biały sweterek wciągany przez głowę. Weszła do łazienki o odkręciła kurek z gorącą wodą. Było jej tak strasznie zimno, że już dłużej nie wytrzymała i po prostu weszła pod prysznic. Ciepła woda oblała jej ciało, a dziewczynka uśmiechnęła się pod nosem. Mama na każdym kroku upominała ją, żeby nie myła się gorącą wodą, ale ona wie swoje.
    Po skończonym prysznicu ubrała się i założyła zwykłe czarne baletki. Weszła z powrotem do swojego pokoju. Podeszła do pakunków i wyjęła wszystko na podłogę. Postanowiła, że teraz wszystko zapakuje. Prezent dla Ginny obwinęła czerwonym papierem ozdobnym, dla Luny różowym, a Pansy zielonym. Każdy przewiązała wstążką. Swojej siostrze, rodzicom oraz Harry ‘emu i Ron ‘owi też coś kupiła, aczkolwiek ich reakcja nie była dla niej już tak ważna, jak przyjaciółek.
    Kiedy skończyła przygotowania do jutrzejszego święta popatrzyła na zegarek. Piętnasta. Musi już schodzić na obiad, ponieważ Pansy nie może na nią długo czekać. Włożyła różdżkę do specjalnego paska przy getrach i ruszyła do Wielkiej Sali.
   Na jej stole, w miejscu, przy którym zawsze siedziała, leżał ciepły obiad. Skrzaty nie zastawiały całych stołów, tak jak normalnie na roku szkolnym, tylko po prostu przygotowały kilka dań dla uczniów, którzy zostawali na święta w Hogwarcie. Tak było łatwiej i ekonomiczniej, ponieważ później nic nie musiały wyrzucać.
   Miona usiadła i zaczęła zajadać się swoim obiadem. Jednak jej myśli wkroczyły na zupełnie inny tor. Zaczęła zastanawiać się, dlaczego Malfoy jej tak nienawidzi? Przecież nic złego mu nie zrobiła. To nie była jej wina, że urodziła się w rodzinie Mugoli. To, że dostała się do Hogwartu musi coś znaczyć, a on patrzy na nią przez pryzmat krwi, ale tak naprawdę każda jest taka sama, tylko mają inne korzenie. Stwierdziła po chwili, że musi o tym przestać myśleć, bo się po prostu poryczy. Nie rozumiała, co wywoływało w niej tak skrajne emocje. Z jednej strony go nienawidziła, a z drugiej chciała, żeby zaczął w końcu traktować ją, jak człowieka.
    Przerwała swoje przemyślenia natychmiast, ponieważ zauważyła, że zbaczają na niewłaściwy tor. Postanowiła, że nie będzie kończyć obiadu, ponieważ już po prostu nie ma ochoty. Wstała od stołu i mrugając porozumiewawczo do Pansy wyszła z Wielkiej Sali. Stanęła przed drzwiami i czekała na przyjaciółkę. Nie zajęło jej to dużo czasu, ponieważ Pansy już po chwili stała przy niej?
- Więc, co robimy? – zapytała Hermiona. Popatrzyła za okno, gdzie wesoło prószył biały śnieg. – Może pójdziemy na błonia? – zaproponowała, kiedy Ślizgonka wzruszyła ramionami.
- Dobry pomysł! – przyznała z entuzjazmem czarnowłosa. – To za pięć minut w Sali Wyjściowej! – dodała i pobiegła w kierunku lochów. Miona zaśmiała się pod nosem.
    Powędrowała w górę schodów pod portret Grubej Damy. Podała obrazowi hasło i weszła do swojego, jak na razie prywatnego, dormitorium. Wygrzebała z szafy dżinsy i przebrała w nie. Założyła wysokie, ciepłe kozaki i czarny płaszczyk. Pomyślała, że nie obejdzie się bez rzucania śnieżkami, więc na dłonie wciągnęła szare rękawiczki. Nie lubiła czapek, więc obeszło się bez niej. Szybko zbiegła po schodach z powrotem do Sali Wejściowej, gdzie czekała na nią Ślizgonka.
   Nie mówiąc nic wyszły na zewnątrz. Od razu owiał je zimny, grudniowy wiatr. Nie zwracały jednak na to uwagi, ponieważ grube ubranie chroniło je przed zimnem. Odeszły trochę od drzwi i pierwsze co rzuciły się na zaśnieżone błonia. Głośno się śmiejąc robiły aniołki na śniegu. Podniosły się i popatrzyły krytycznie, ale z uśmiechem na swoje dwa dzieła.
- Nie są takie złe. – skomentowała Hermiona, by po chwili wybuchnąć perlistym śmiechem. Pansy jej zawtórowała i już po chwili obie z powrotem tarzały się w białym puchu, który cały czas leciał z nieba.
    Po swoim gabinecie przechadzał się nie kto inny, jak sławny w magicznym świecie dyrektor Hogwart ‘u Albus Dumbledore. Jego uwagę w pewnym momencie przyciągnęły dwie śmiejące się dziewczynki. Zdziwił się, ponieważ w szkole na święta z dziewcząt pozostały tylko panienki Granger i Parkinson. Zaintrygowany podszedł do okna. Jego zdziwienie osiągnęło apogeum, kiedy to właśnie te dwie dziewczęta zobaczył na zaśnieżonych błoniach. Nidy nie pomyślałby, że ktoś z dwóch od zawsze wrogich domów mógłby się zaprzyjaźnić. Podrapał się po głowie. Jak widać mało wie.
    Hermiona i Pansy grzały się w Pokoju Wspólnym Gryffindor ‘u przy kominku gorącej czekoladzie. Po bitwie na śnieżki były przemarznięte. W pewnym momencie Ślizgonka zaczęła śmiać się, jak głupia. Gryffonka posłała jej pytające spojrzenie.
- Gdyby teraz był normalnie rok szkolny dostałabym jakimś zaklęciem. – wyjąkała. Hermiona zastanowiła się nad tym, co powiedziała jej przyjaciółka i już w następnym momencie w pomieszczeniu było słychać dwa dziewczęce śmiechy.
    Pierwsze promienie słońca wpadające do dormitorium dziewcząt obudził Pansy. Dziewczynka niechętnie podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła wierzchem dłoni zaspane oczy. Poszły wczoraj spać z Hermioną  koło drugiej. Miona zaproponowała jej, że ze względu na późną porę nie będą ryzykować i Ślizgonka spędzi noc w łóżku Ginny. Zgodziła się i teraz patrzy na posłanie naprzeciwko niej. Jak widać Her nie ma zamiaru jeszcze wstawać i przegapić Wigilię.
    Pansy wzięła do ręki poduszkę i niewiele myśląc rzuciła nią w niczego niespodziewającą się, jeszcze śpiącą Hermionę. Dziewczynka momentalnie usiadła na łóżku. Rozglądała się zdezorientowana dookoła. Jej długie, pokręcone, brązowe włosy były w totalnym nieładzie. Pan wybuchła perlistym śmiechem.
- Ty małpo, jak mogłaś? – mruknęła oburzona Miona przecierając zaspane oczy. Miała się dziś zamiar wyspać, a przyjaciółka w brutalny sposób jej to uniemożliwiła.
- Mi tez miło cię dziś widzieć. – zironizowała czarnowłosa. – Nie wiem, czy pamiętasz, jaki dzisiaj dzień. – dodała, kiedy Gryffonka po woli zaczęła znowu usypiać. Pokręciła głową z dezaprobatą.
- 24 grudnia, czwartek. Dzień, jak co … - nie skończyła, ponieważ uświadomiła sobie, o czym prawie zapomniała. Poderwała się z łóżka i z głośnym okrzykiem „aaa !!!” rzuciła się w stronę Pokoju Wspólnego Gryffindor ‘u.
    Panna Parkinson przez chwilę siedziała w całkowitym szoku, by po chwili w dormitorium dało się słyszeć jej wdzięczny śmiech. Po jego opanowaniu podniosła się z łóżka i z rękami na brzuchu ruszyła tam, gdzie jest jej przyjaciółka. Znalazła ją siedzącą przy dużej choince stojącej na środku salonu. Pomiędzy papierami i pustymi pudełkami po prezentach wyglądała, jak mała dziewczynka. Pansy usiadła koło niej i patrzyła na nią z rozbawieniem. Miała na sobie już jakiś wełniany sweter, naszyjnik z cukierków zawieszony na szyi i jakieś mugolskie urządzenie
- Co się tak patrzysz, bierz się za swoje prezenty. – mruknęła Hermiona, oburzona wyrazem twarzy przyjaciółki.
- Po co, skoro i tak nic nie dostałam. – dziewczynka od razu posmutniała. Spuściła głowę, a w jej oczach zalśniły łzy. Jeszcze nigdy nikt nie podarował jej prezentu na święta. Nie siedziała tak długo, ponieważ poczuła, jak Miona wciska jej w dłonie jakieś pudełko. Podniosła na nią zdziwiony wzrok. Herma uśmiechała się niewinnie.
- Wesołych Świąt. –powiedziała kasztanowłosa i z całej siły przytuliła do siebie przyjaciółkę. – To nie jest ostatni prezent. Ginny i Luna też o tobie pomyślały. – dodała po chwili.
- Dziękuję wam. – odpowiedziała Pansy. Była naprawdę zdziwiona, ale i wzruszona tym, że w końcu ktoś o niej pomyślał. – Też ma coś dla ciebie. – mówiąc to sięgnęła pod choinkę i wyciągnęła małe pudełeczko zapakowane w biały papier ozdobny i przewiązane kremową wstążką.
    Herma nieśmiało odebrała od Pan pakunek. Dobrze wiedziała, gdzie tak pakują prezenty. Delikatnie pociągnęła za koniec wstążki i rozpakowała podarunek. Nie myliła się. Na wieczku zobaczyła logo jednego z droższych magicznych jubilerów. Popatrzyła zdziwiona na przyjaciółkę.
- To Luiggi. Musiało kosztować majątek. – powiedziała oniemiała. Pansy machnęła ręką.
- Rodzice i tak nie zauważą. – zaśmiała się. – No otwórz wreszcie. – dodała zniecierpliwiona.

    Panna Granger posłuchała jej bez wahania i po chwili jej oczom ukazał się delikatny, złoty naszyjnik z zawieszką w kształcie serca z małym, różowym diamencikiem. Wzięła go delikatnie do ręki. Patrzyła to na Pansy, to na prezent. Nie mogła uwierzyć, że dostała coś tak przepięknego. Jednak nagle zrobiło jej się wstyd, ponieważ to, co ona kupiła przyjaciółce nie jest nawet w połowie tak wspaniałe, jak cudo, które właśnie trzyma w rękach.  
     Pansy, która zauważyła, że twarz Miony posmutniała od razu zrozumiała, o co chodzi. Bez wahania wzięła w dłonie prezent od przyjaciółki i rozpakowała go. W pudełku leżał zielony szalik, a dookoła niego słodycze z Miodowego Królestwa. Nie był to może najdroższy podarunek na świecie, ale Pansy i tak bardzo się podobał. Nigdy niczego nie dostała, więc ucieszyłaby się nawet z samych cukierków, ponieważ liczyło się to, że Herm o niej pamiętała. Kierowana jakimś dziwnym impulsem wyjęła szalik z pudełka i z wielkim uśmiechem na ustach owinęła go sobie dookoła szyi.
- Miona, to najlepsze, co dostałam! – krzyknęła i rzuciła się na przyjaciółkę.
- Ale to tylko zwykły szalik. – powiedziała zdezorientowana Gryffonka. Pansy popatrzyła na nią uważnie.
- Gdyby to był twój pierwszy, normalny prezent na święta, też byś się cieszyła. – odpowiedziała całkiem poważnie.
      Wszystko dobre, co się szybko kończy. Tak było i ze świętami. Nowy rok dziewczęta spędziły w Pokoju Wspólnym Gryffindor ‘u rozmawiając na różne błahe tematy. Teraz jednak jest już drugi stycznia i wieczorem wszyscy wracają do szkoły. Dziewczynki nie będą mogły już tak otwarcie rozmawiać. Znów muszą się ukrywać. Bolało je to, ale pogodziły się ze swoim losem i po raz ostatni pożegnały na piętnaście minut przed powrotem nauczycieli i uczniów.
    Dni mijały, aż w końcu przyszła upragniona przez wszystkich wiosna. Dni stawały się coraz dłuższe, a temperatura rosła. Zaczęły pojawiać się pierwsze kwiaty, drzewa zakwitały. Błonia codziennie zalewane były przez uczniów. Wszyscy chcieli cieszyć się pierwszymi ciepłymi dniami w Hogwarcie.
     Trzy przyjaciółki siedziały właśnie na jednej z ławek po skończonych zajęciach. Luna i Ginny próbowały się uczyć, ale Hermiona uniemożliwiała im to skutecznie cały czas coś mówiąc. W pewnym momencie Ruda Gryffonka nie wytrzymała i trzasnęła z całej siły książką. Popatrzyła złowrogo na przerażoną przyjaciółkę.
- Ja wiem, że ty masz potrzebę dzielenia się ze wszystkimi swoją radością życia, ale ja się próbuję tutaj uczyć. – wybuchła. Miona odsunęła się od niej trochę cały czas mając minę, która mówiła sama za siebie, że właśnie mocno się przeraziła. Jednak taki stan nie trwał długo, ponieważ zaraz dało się słyszeć perlisty śmiech Herm. Gin popatrzyła na nią zdezorientowana. – Z czego się znowu cieszysz?
- Jak jesteś zła to włosy ci się elektryzują, twarz masz w ich kolorze. – wyjąkała spadając z ławki. Złapała się za brzuch, który rozbolał ją od śmiechu. Panna Weasley nie zdążyła nic powiedzieć, ponieważ przerwał jej głos Sophie.
- A ta dlaczego znów jest taka szczęśliwa? – spytała starsza Gryffonka i pokręciła z dezaprobata głową patrząc z niedowierzaniem na swoją siostrę, która aktualnie tarzała się na trawie.
- Zadziwia mnie to, że ona zawsze znajdzie powód, żeby się śmiać. – powiedział rozbawiony Harry.
- Co teraz macie? – spytał Ron, który ni z tego, ni z owego pojawił się przy swojej siostrze. Ginny, która nie spodziewała się, że jej brat jest tak blisko podskoczyła przerażona, czym wywołała kolejny atak śmiechu u Hermiony.
- Skończyłyśmy już lekcje. – odpowiedziała Luna, która dopiero teraz oderwała się od czytania podręcznika do Eliksirów.
- Nawet nie wiecie, jak wam dobrze. My mamy jeszcze Opiekę Nad Magicznymi Stworzeniami. – jęknął Harry. Bliznowaty, jak miewał go nazywać Slytherin z Draco na czele, miał już dość dzisiejszego dnia. Zarobił szlaban u Snape ‘a, bo jego eliksir wybuchł zalewając pół klasy. Nietoperz nie omieszkał przypomnieć mu, że jest beznadziejny i odjął dziesięć punktów Gryffindor ‘owi po czym kazał mu przyjść po lekcjach, żeby posprzątać to, co zepsuł.
- Myślicie, że Hagrid pozwoliłby nam popatrzeć, jak prowadzi lekcję? – zapytała Luna. Dziewczynka naprawdę była bardzo zainteresowana magicznymi stworzeniami i chciała zobaczyć, jak przebiega lekcja.
- Myślę, że z wielką chęcią przyjmę was na moich zajęciach. – usłyszeli gruby, niski głos gajowego. Jak na zawołanie odwrócili głowy w jego stronę. – No ten. Wracam od dyrektora i przypadkiem usłyszałem. – dodał speszony.
- Dziękuję! – uradowana Luna klasnęła w dłonie.
   Na obrzeżach Zakazanego Lasu, przy domku gajowego w Hogwarcie za kilka minut miała zacząć się lekcja Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Większość uczniów już tam była. Nie zabrakło oczywiście samego Dracona Malfoy ‘a i jego przyjaciół oraz jego najwierniejszej fanki Pansy Parkinson.
     Blondyn miał już dość szkoły, a szczególnie kilku jej uczniów. Na myśli miał oczywiście brudne siostry, rodzinę Wesley ‘ów na czele z samym Harry ‘m Potter ‘em. Oni wszyscy działali mu na nerwy, jak nikt inny. Gdyby to od niego zależało wszyscy byliby już dawno w swoich obskurnych domach.  Obejrzał się. Oczywiście wszyscy już byli. Zdziwił go jednak widok Młodszej Naczelnej Szlamy Granger z Rudą Wiewiórą i Pomyluną. Przecież one są rok niżej ! Doskonale, więc dziś będzie musiał się z nimi męczyć również na i tak już znienawidzonej lekcji tego gburowatego leśniczego ! Paranoja !
- Co Potter, widzę, że nie możesz wytrzymać bez młodszej Szlamy i brudnych zdrajczyń krwi. Muszą się za tobą wszędzie wlec. – powiedział z taką odrazą, że trudno było jej nie usłyszeć w głosie młodego arystokraty. Swoją wypowiedzią wywołał rechot Slytherin ‘u. Miona, jako, że nigdy jeszcze jej się to chyba nie udało, nie wytrzymała i podeszła do Malfoy ‘a stając koło Harry ‘ego.
- Zazdrościsz rozpieszczony dupku? – warknęła wymierzając w niego swój wskazujący palec.
- Czego niby miałbym zazdrościć temu mieszańcowi? – zarechotał.
- Tego, że przynajmniej ma prawdziwych przyjaciół, że zaznał prawdziwego ciepła rodzinnego, czegoś, czego ty nigdy nie doświadczyłeś, bo twoi rodzice nie potrafią ci tego dać. Co od nich dostałeś na święta? Czek na kosmiczną ilość pieniędzy? – zironizowała, by po chwili wybuchnąć szyderczym śmiechem. Szybko jednak się opanowała i popatrzyła na młodego arystokratę z takim jadem, jakiego on sam nie powstydziłby się na pewno. – Żałosny jesteś. – dodała by po chwili odwrócić się i pod eskortą zdziwionych spojrzeń Gryffidor ‘u udać się do swoich przyjaciółek.
     Zabolało. Przecież prawda zawsze boli najbardziej. Draco jednak nie dał tego po sobie poznać i zdziwienie na twarzy szybko zastąpił drwiną. Ona go jeszcze popamięta. Obiecuje jej to.
- Dementor, dementor ! – wrzasnął. Harry szybko odwrócił się do tyłu. Właśnie takiej reakcji się spodziewał. Założył kaptur od szaty, ca zrobili również Bleise, Teodor i Terrence po czym z ostentacyjnym „uuu !” zadrwili ze zdezorientowanego Gryffona.
- Pasuje ci taki zawód. – zadrwiła Sophie ciągnąc za sobą Harry ‘ego.
     Na kolacji panował, jak zawsze z resztą, wielki gwar. Tylko Gryffoni z mordem w oczach patrzyli na młodego Malfoy ‘a z mordem w oczach. Pewnie jesteście ciekawi, a co? Otóż Hagrid na lekcji pokazał, jak obchodzić się z Hipogryfami. W tym celu przyprowadził swojego, Hardodzioba. Oczywiście Gryffon zrobił wszystko z instrukcjami nauczyciela. Jednak młody arystokrata stwierdził, że nie będzie płaszczył się przed jakąś poczwarą, więc przestraszył stworzenie podchodząc do niego niespodziewanie. Dziobek po prostu chciał się obronić i drapnął gnojka w rękę.
   Teraz siedzi w Wielkiej Sali z gipsem na ręce i chwali się, jak to on prawie zginął. W Mionie wszystko się przewracało. Miała ochotę go po prostu zabić. W pewnym momencie podszedł do nich profesor Lupin. Powiedział, że muszą się spotkać w jego gabinecie.
     Stoją więc w nim teraz i czekają na wyjaśnienia. Domyślają się tylko, że chodzi o Syriusza, ponieważ jest z nimi Pansy.
- Chciałem wam powiedzieć, że wiemy już z Łapą, za kogo podszywa się Pettigrew. – oznajmił. Dziewczynki patrzyły na siebie z podnieceniem.
- Powie nam pan? – wypaliła Ginny.
- Oczywiście. Pewnie wiesz, że twój brat ma szczura. – zaczął.
- Parszywek? – zapytała zdziwiona Gin.
- Tak podejrzewamy. Musisz mi powiedzieć, co jest w nim charakterystycznego.
- No to żyje jedenaście lat i nie ma jednego palca, a tak, to jest zwykłym szczurem. – powiedziała.
- Jedenaście, to dużo, jak na zwykłego szczura. – powiedział profesor.
- A ten palec? – zapytała Pansy.
- Pettigrew stracił palca, kiedy jedenaście lat temu Syriusz rzekomo go zabił. – odpowiedział cierpliwie Lunatyk.
- On go sobie sam obciął. – wypaliła Hermiona. Wszystkie oczy były w tym momencie skierowane na nią. – Pomyślcie. Może to właśnie on wydał rodziców Harry ‘ego, a potem zrobił to tak, żeby zrzucić wszystko na Syriusza. Odciął sobie palec, a sam zamienił się w szczura, swojego animaga. – wydedukowała przybierając filozoficzny wyraz twarzy.
- Jesteś niezwykle błyskotliwa, jak na swój wiek. – skwitował nauczyciel.